czwartek, 10 maja 2018

#6 Polonezem dookoła Europy

Montpellier - Napoli
Przejechano 1250km
Start: Niedziela 9:30
Koniec: Niedziela 22:00

Założenie miałem bardzo ambitne - zdążyć najpóźniej na 21 do Neapolu. O tej godzinie odpływał bowiem ostatni prom na Sycylię.
Początkowo wszystko przebiegało po mojej myśli. Puste, szerokie autostrady, jedyne co mnie nieco spowalniało to bramki z opłatami.
Nawet nie zauważyłem, kiedy przekroczyłem granicę z Włochami.
Tutaj ruch zdecydowanie się zagęścił. Temperatura powietrza również poszła ostro w górę.
Nadal jechało się sprawnie.
Jakieś 200 kilometrów do celu wszystko zaczęło się lawinowo psuć. Początkiem katastrofy była kontrolka rezerwy paliwa. Niezwłocznie zjechałem na pobocze by dolać paliwa z kanistra.
Ruszyłem dalej, lecz silnik zaczął się krztusić i wydawać dziwne odgłosy.
20 kilometrów od celu, dosłownie tuż przed ostatnimi bramkami silnik strzelił głośno, zgasł i już nie odpalił.
Pogodzony z porażką zadzwoniłem po lawetę...














czwartek, 3 maja 2018

#5 Polonezem dookoła Europy

Roscoff - Montpellier
Przejechano 1100km
Start: Sobota 14:00
Koniec: Niedziela 1:30

Po zjechaniu z promu powrót do ruchu prawostronnego jak zwykle przyjąłem z olbrzymią ulgą.
Jazda po gładkich niczym stół francuskich autostradach była prawdziwą przyjemnością.
Po raz pierwszy od wyruszenia z Gdańska z autem nie działo się absolutnie nic złego.
Pogoda była wspaniała, ruch na drogach niewielki. Żyć nie umierać :)
Zmęczony lecz w doskonałym nastroju dojechałem na nocleg w Montpellier.
Rano po zatankowaniu i szybkich oględzinach wozu byłem gotów do dalszej drogi.













czwartek, 26 kwietnia 2018

#4 Polonezem dookoła Europy

Aberdeen - Plymouth
Przejechano 1153km
Start: Piątek 9:30
Koniec: Sobota 7:30

Wystartowałem godzinę później niż planowałem. Stracony czas odrobiłem błyskawicznie, Polonez spisywał się niezawodnie.
Odkryłem, że jadąc nieco ponad 100km\h spalam najmniej paliwa. Takiej prędkości starałem się trzymać. Oczywiście tam gdzie się dało, wciskałem gaz nieco mocniej.
Miny policjantów w nowiutkim jaguarze odstawianych przez wóz przypominający meblościankę były niezapomniane. Po około 400km musiałem zjechać by dolać paliwa do baku oraz kawy do gardła.
Kolejne kilometry mijały leniwie, momentami rozluźniałem się zbyt mocno. Z błogiej atmosfery wyrwał mnie głośny huk. Autem niebezpiecznie zarzuciło. Na szczęście zapanowałem nad poślizgiem i zatrzymałem się na poboczu. Sielanka się skończyła, złapałem gumę.
Z wymianą koła naszarpałem się strasznie, jedna ze śrub nie chciała się poddać bez walki.
W związku z tym postanowiłem odbić nieco w bok by przenocować w Svansea.
Spałem w kabinie, muszę przyznać, że nie było źle, chociaż do leżanki w Scani trochę brakuje ;)
Ruszyłem dalej około czwartej rano. Na prom w Plymouth dojechałem nieco po 7 rano już bez przygód.


















czwartek, 19 kwietnia 2018

#3 Polonezem dookoła Europy

Oslo - Aberdeen
Przejechano 1495km + prom
Start: Wtorek 19:30
Koniec: Piątek 00:30

Po noclegu czym prędzej wyruszyłem do Bergen by dojechać na prom do Danii. Nie przejechałem stu kilometrów, a silnik Poloneza zaczął się krztusić. Szybkie oględziny na stacji benzynowej wykazały zabrudzenie filtra paliwa. Operacja podmiany części zajęła kilkanaście minut, ruszyłem dalej, lecz silnik co jakiś czas miewał napady czkawki. Postanowiłem mimo tego nie zwalniać, bo prom czekać na mnie nie będzie.
W Bergen zameldowałem się pół godziny przed wypłynięciem promu.
Zdążyłem sprawdzić pompę paliwa, jednak na jej wymianę zabrakło czasu.
W Hirtshals wylądowałem wypoczęty w środę przed 20:00.
Miałem więc tylko 3 godziny by dojechać do Esbjerg na prom do Wielkiej Brytanii.
Musiałem więc mocno cisnąć Poldka, któremu czkawka jakby lekko przeszła.
Na przeprawę dotarłem w ostatniej chwili. Na promie znowu miałem sporo czasu na wypoczynek.
W Hull w końcu wymieniłem pompę paliwa. Polska myśl techniczna pod względem napraw jest naprawdę nieskomplikowana; wszystko, co dotychczas ulegało awarii, dało radę wymienić na parkingu. Oby tak było dalej.
W trasę do Aberdeen wyruszyłem po południu, uwielbiany przeze mnie ruch lewostronny był nawet do przeżycia. Nowa pompa paliwa dała niezłego kopa silnikowi, wyprzedzenie sznura ciężarówek przestało być wyzwaniem. W Aberdeen zameldowałem się już w piątek, kilka minut po północy.
Zmęczony ale szczęśliwy udałem się na odpoczynek do hotelu.